Przejdź do zawartości

Colin M. Turnbull

Z Literatura przedmiotu

Ikowie, ludzie gór

  • egoizm Ików: "Zaczynałem podejrzewać, że Ikowie zwracają swoje uczucia w różne strony, zależnie od danej chwili, i mają na uwadze tylko jedno: własne dobro. Nie widziałem żadnych przejawów życia rodzinnego takiego, jakie istnieje wszędzie na świecie. Nie widziałem śladu miłości, z jej gotowością do poświęceń, ze zrozumieniem, że do pełni człowieczeństwa potrzebni nam są inni ludzie. Nie widziałem nawet oznak przywiązania. Widziałem rzeczy, które niemal doprowadzały mnie do łez, chociaż jak dotąd nie płakałem, ale nigdy nie widziałem u żadnego Ika ani jednej łzy żalu - tylko dziecięce łzy gniewu, złości i nienawiści", s. 105
  • zakopują zmarłe dziecko po ciemku w ogrodzie, aby uniknąć pogrzebu i stypy: "Sami ledwo mieli co do ust włożyć, gdyby więc dlatego, że umarł im syn, mieli wyprawić ucztę dla żarłocznych krewnych, byłoby to jeszcze jednym nieszczęściem. Postępek ich nie dowodził bynajmniej, że są niezdolni do miłości. Dowodził natomiast - wraz z odnotowanym już brakiem spójni rodzinnej - że w życiu tych ludzi po prostu nie ma miejsca na taki zbytek, jak rodzina, sentymenty czy miłość. W obliczu głodu mogło to oznaczać śmierć, a czyż to nie bezsensowny wręcz zbytek umierać za kogoś, kto już nie żyje albo jest słaby czy stary?", s. 106
  • lampart zjada dziecko, matka zjada lamparta: "Nie powinniśmy się więc dziwić, kiedy matka wyrzuca z domu trzyletnie dziecko. Karmiła je piersią, acz niezbyt ochoczo, i dbała o nie jako tako przez całe trzy lata, teraz więc powinno samo sobie radzić. Wydaje mi się, że wyrzucone dziecko musi odczuwać przede wszystkim ulgę, bo dopóki pozostaje pod opieką rodziców, matka nosi je wszędzie ze sobą w skórzanych szelkach, a ponieważ sama nie jest zbyt silna, robi to nad wyraz niechętnie. Kiedy chce zająć się szukaniem żywności albo jest przy wodopoju czy w polu, zsuwa szelki i z impetem spuszcza dziecko na ziemię, przy czym oczywiście śmieje się, jeżeli dziecko się potłucze. Wiele razy widziałem, jak to robiły Bila i Matsui. Po czym matka zajmuje się swoimi sprawami, a dziecko zostawia na pastwę losu, nieomal mając nadzieję, że przyjdzie jakiś drapieżnik i porwie je. Raz się to podczas mojego pobytu zdarzyło - przynajmniej o tym jednym wypadku wiem - i matka była zachwycona. Pozbyła się dziecka, nie musiała już nosić go ze sobą i żywić, a co więcej, znaczyło to, że w okolicy jest lampart, który po pożarciu dziecka prawdopodobnie zapadł w sen i będzie tym łatwiejszą zdobyczą. Mężczyźni od razu wyruszyli i znaleźli lamparta, który pożarł dziecko w całości, został tylko kawałek czaszki. Zabito go, upieczono i zjedzono, łącznie z nie przetrawionym jeszcze dzieckiem. Taka jest ekonomia Ików i może nawet jest na swój sposób słuszna.", s. 111
  • czy miłość jest niezbędna do życia? Ikowie zdają się jej być pozbawieni, gorzej niż pawiany i niż w obozie koncentracyjnym: "Otóż Ikowie dają nam możność przekonania się, czy ten tak; popularny pogląd, że miłość jest konieczna do życia, jest. słuszny. Jeżeli tak, to wśród Ików miłość powinna by stanowić czynnik stały i powszechny. Jest sprawą osobistych poglądów, czy różni to ich lub nas od zwierząt, ale wyznam, że na początku mojego tam pobytu napisałem w liście, że trudno mi uwierzyć, abym badał społeczeństwo ludzkie, Ikowie bowiem przypominają raczej wyjątkowo dobrze zorganizowaną społeczność pawianów. Nie chciałem przez to obrazić ani Ików, ani pawianów - było to trzeźwe i wcale nie zabawne stwierdzenie, dające wyraz niedowierzaniu, że ludzie pomimo najcięższych warunków życia zdolni są do tego rodzaju postępowania. Nawet w obozach koncentracyjnych podczas drugiej wojny światowej, gdzie warunki były pod pewnymi względami zbliżone (lecz cierpiący tam ludzie mieli dodatkową świadomość, że ich los został im dobrowolnie i świadomie zgotowany przez innych ludzi i zależny jest od tego, jak długo władza będzie pozostawała w ręku tego odłamu ludzkości), nawet tam takie wyzbycie się większości cech "ludzkich" należało do rzadkości, chociaż czasem się zdarzało, na przykład w Treblince i gdzie indziej.", s. 192-193
  • antropolog ratuje Ików - akcja wojskowa: "Moja propozycja była prosta. Zdawałem sobie sprawę z konieczności zastosowania przymusu przy ich przesiedlaniu, bo z własnej woli nigdzie się nie przeniosą. Należało zrobić obławę przypominającą akcję wojskową. Teren, chociaż trudny, nie był zbyt rozległy, przy dobrze zorganizowanej akcji można by ich okrążyć i schwytać większość mieszkańców, zanimby zdążyli uciec. Później trzeba by przewieźć ich do innej części Ugandy, położonej tak daleko od północnej Karamodży, żeby nie mogli tu wrócić, co na pewno by usiłowali zrobić, gdyby tylko było to możliwe. Miejscem przesiedlenia powinny być góry nadające się zwłaszcza do uprawy roli. Wszystkie te postulaty były możliwe do przyjęcia oprócz użycia siły, gdyż takie posunięcie zaszkodziłoby rządowi, jako że prasa światowa z pewnością fałszywie by je naświetliła.", s. 232-233

Bibliografia

  • Colin M. Turnbull, Ikowie, ludzie gór, przeł. Blanka Kluczborska, PIW: Warszawa 1980.