Chłopi (powieść)
Wygląd
- Tekst czysty [1]
- Tekst z numerami akapitów [2]
- Maszyna cytatowa: [3]
- Słownik frekwencyjny wszystkich słów Chłopów (wg alfabetu)[4]
- Słownik frekwencyjny wszystkich słów Chłopów (wg frekwencji) [5]
- Chłopi (powieść). Krytyka
- frekwencyjność słów: "gorzałka", "kieliszki", "głupota"
- "widzi mi się" - 48 razy
Jesień
I
- podobożność: incipit: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!" -- wypowiedziane przez Agatę do księdza, stosunki subordynacji, s. 9
- okrucieństwo: Agata zostaje wypędzona przez rodzinę na zimę, s. 8
II
III
- pobożność: Kuba odmawia koronkę z rana, s. 30
- bałamutność: Jewka chce wrobić Borynę w dziecko, s. 42
IV
- pobożność, by nie rzec dewocja: Kuba uczy Witka pacierza, s. 48
- Kuba ofiaruje kuropatwy księdzu, s. 49
- ceremonia kościelna: nabożeństwo, s. 50-52
- alkohol: Kuba i inni popijają w knajpie u Jankiela, s. 57-62
V
- opis jesieni, s. 64-66
- gender: dziady nawiedzały wieś, a kobiety? Na początku szła Agata, s. 65
- antysemityzm: na sucho, "kiej Żyde jakie", s. 66
- hierarchia symbolizowana miejscem w kościele, s. 67
- hierarchia, kto na wozie, kto piechotą, s. 68
- syn organisty zapłodnił Magdę (służącą ?), s. 71
- opis jarmarku, s. 72-74
- brutalność pisarczyka : "mocno kopnął leżącą", s. 76
- egoizm: wygnanie Agaty na zimę, s. 79
- nieufność chłopska: "Niedługo cieszyli się ze sobą bo każdemu pilno było iść do swoich, a i do spraw różnych; rozeszli się w zgodzie, ale jeden drugiemu nie uwierzył ani tyla, co za paznokciem - znali się dobrze jak te łyse konie i przezierali na wskroś, kieby przez szyby.", s. 81
VI
- opis deszczy jesiennych, s. 83-84
- nowoczesność, nasienie z Warszawy: "- Z nowego nasienia była rozsada, dobrodziej przywieźli z Warszawy", s. 85
- Jagusia jak ziemia: "bo jako ta ziemia święta była Jagusina dusza - jako ta ziemia. Leżała w jakichś głębokościach nie rozeznanych przez nikogo w bezładzie marzeń sennych - ogromna a nieświadoma siebie - potężna a bez woli, bez chcenia, bez pragnień martwa a nieśmiertelna, i jako tę ziemię brał wicher każdy, obtulał sobą i kołysał, i niósł tam, gdzie chciał… i jako tę ziemię o wiośnie budziło ciepłe słońce, zapładniało życiem, wstrząsało dreszczem ognia, pożądania, miłości a ona rodzi, bo musi; żyje, śpiewa, panuje, tworzy i unicestwia, bo musi; jest, bo musi… bo jako ta ziemia święta, taką była Jagusina dusza - jako ta ziemia!…", s. 91
VII
- Jagusia uległa męskiemu spojrzeniu: "Zawsze się z nią tak dzieje, że niech kto a ostro spojrzy na nią albo i ściśnie mocno… to się w niej wszystko trzęsie, moc ją odchodzi i tak mdli w dołku, że już o niczym nie wie… co ona winowata?", s. 94-95
- przypowieść o Jezusie i Burku, s. 100-103
- antyfeminizm, Jagustynka, abortowane dzieci księdza: "Przekorna baba była, nieustępliwa i o wszystkim mająca swoje powiedzenie, nieraz takie, że aż ludziom skóra cierpła i włosy wstawały na głowie, bo nic nie uszanowała, nawet księdza i kościoła, że już nieraz ją dobrodziej napominał i do opamiętania przynaglał, nie pomogło, a potem ino po wsi mówiła: - I bez księdza każden do Pana Boga trafi, niech jeno będzie poczciwy; gospodyni lepiej mu pilnować, bo z trzecim chodzi i znowu gdzie zgubi…", s. 104
VIII
- Borynowie: "rodowi, starzy gospodarze", s. 107
- Jagustynka, wypędzona przez dzieci, pod odpisaniu gruntu, s. 108
- interesowność Jagusi: "Jeno tylko jedno pomyślała, czy stary te korale, o których na jarmarku wspominał, da przed ślubem.", s. 112
IX
- ceremonia kościelna: zaduszki, s. 120-123
- elementy pogańskie - dziady, s. 123
X
- córka głodzi ojca:
"- Jedliście śniadanie, co? - pytała cicho. - I… po prawdzie to Weronka zabaczyła mi dać… i nie upominałem się, nie…", s. 132
- córka zabiera wszystko ojcu i wygania na żebry: "Zabrała mi pierzynę, bo powiada, że dzieci nie mają pod czym spać… juści… marzły, żem sam je brał do siebie.:. ale kożuszysko się wytarło i nic mę nie grzeje… i łóżko mi wziena… a po mojej stronie zimno… ani tej szczapy drzewa nie pozwoli… i każdą łyżkę strawy wypomina… na żebry wygania…", s. 132-133
XI
- przygotowania do ślubu, s. 141
- Jagna wbrew tradycji nie chce po ślubie obciąć warkocza, s. 145
- chłopi rodowi: "same rodowe, gospodarskie syny", s. 146
- na wesele zaproszenie tylko najlepsi: "Nie bele jakie to goście, nie! Gospodarze sami, rodowi i co bogatsze, a wszystko krewniacy, powinowaci i kumy Borynów i Paczesi, a drudzy zasie znajomkowie to i z dalszych wsiów zjechali. Juści, że ni Kłęba, ni Winciorków, ni tych morgowych biedot nie było, ni tego drobiazgu, co po wyrobkach chodził i zawżdy ze starym Kłębem trzymał… Nie dla psa kiełbasa, nie dla prosiąt miód!", s. 147
- prędki ślub: "Prędko się odbył ślub, bo ksiądz się do chorego spieszył.", s. 148
- chłopi finansują budowę szkoły: "papier do mnie przyszedł z nakazem, by gromadę zwołać i z morgi grosz jaki na szkołę uchwalić…", s. 151
- hierarchia wśród chłopów symbolizowana przydziałem trunku: "Podali na ostatku, dla wybranych, krupnik, miodem i korzeniami zaprawiony, a reszcie szczodrze stawiali tęgą okowitę i piwo", s. 155
- apologia człowieka:
"-Na braci Pan Jezus stworzył ludzi, a wilkami są la siebie! - Nie wilkami, nie, to jeno bieda podjudza, kłyźni i jednych na drugich rzuca, że gryzą się jak te psy o gnat objedzony!", s. 155
- wspomnienie złotego wieku:
"- Drzewiej nie tak bywało! (...) - I grontu każden miał, co ino mógł obrobić, a pastwisk, a łąk, a boru. - A o podatkach kto kiedy słyszał? - Abo drzewo kupował kto?… Jechał do boru i brał, ile komu było potrza, a choćby i tę najlepszą sosnę czy dęba!… Co było dziedzicowe, było i chłopskie. - A teraz ni dziedzicowe, ni chłopskie - żydoskie jest abo i kogo gorszego.", s. 155-156
- kobieta na poziomie dobytku: "A źle wypadnie - kobieta się zmarnuje, bydle ci zdechnie, pogorzel przyjdzie - wola boska", s. 156
- narrator pierwszoosobowy: "A na ostatek któryś z drużbów, widzi mi się, Tomek Wachnik, bociana pokazywał", s. 158
- spojrzenie z zewnątrz:
"Takie to tany nieopowiedziane szły za tanami. Bo tak ano chłopski naród się weseli w przygodny czas. Takoż się zabawiali na weselu Jagusinym z Boryną!", s. 161
XII
- Kuba umiera, s. 163-168
- cd. wesela - przenosiny Jagusi, s. 169-174
- kobiety: "Kobiety (...) to nasienie najbardziej wrzaski i zabawę czyniące,", s. 170
- Kuba obcina sobie nogę siekierą: "Nogę miał przerąbaną w kolanie, ledwie się trzymała na skórze i obficie krwawiła.", s. 174
- Kuba umiera, s. 174-178
- elementy eposu: "A Kuba w ten sam czas składał duszę swoją pod święte Panajezusowe nóżki.", s. 177
Zima
I
- opis przyrody: nadejście zimy, s. 181-185
- Żydzi kupują krowę, s. 191-192
- antysemityzm - Antek nie płaci w knajpie "- Z drogi, psia krew, Żydzie, bo cię zakatrupię!", s. 195
II
- antysemityzm: "- Niedoczekanie twoje, parchu jeden! - szepnęła wychodząc.", s. 199
- hierarchia, Antek nie rwie się do młocki:
"- Wałkoń jest wasz chłop, to wam powiem. - Jest wałkoń abo i nie jest! Cóż to będzie robił? Gdzie? U kogo? - Nie ma to młocki we wsi? - Parobkiem ni wyrobnikiem nie był, to i nie dziwota, że się do tego nie rwie.", s. 203
- wypędzenie Magdy, Kłąb usprawiedliwia:
"Pogadali jeszcze o wypędzeniu Magdy przez organistów, o czym Kłąb rzekł swoje: - Juści, po ludzku to nie jest, ale i szpitala trudno im było w chałupie zakładać, że to im przecież Magda ni swat, ni brat", s. 207
- Antek - leniwy, zakochany chłop:
"- Znalazłeś jaką robotę? - Nie, byłem we dworze jednym i drugim, przewiadywałem się i u ludzi, a nie nalazłem… - odpowiedział cicho nie podnosząc oczów, bo choć prawda, że był tu i owdzie, ale o robotę się nie starał, a ino cały ten czas przewałęsał.", s. 207
III
- Antek wstydzi się pracy we młynie: "do młynicy nie poszedł z drugimi, bał się tam natknąć na znajomków, co byli przywieźli do młyna i czekali swojej kolei. Jeszcze by wydziwiali nad nim, a cieszyli się między sobą z jego poniżenia i biedy, niedoczekanie ich!…", s. 210
- pan Jacek, ocalony przez chłopa dobry dziedzic: "- Przezwiska nie powiada, Kubę jakiegoś szuka, któren go miał pono z wojny wynieść i od śmierci uchronić!", s. 215
- arystokratyczny etos Antka: "Nie dla płacy robił, to ino Hankę cieszyło, robił, bo mu się tak podobało, a gdyby zechciał brzuchem do góry wylegiwać - wylegiwałby się, choćby się tam nie wiem co stało.", s. 216
IV
- opisy przyrody: mrozy, wigilia przed godnymi świętami, s. 223-224
- ceremonia religijna - święta godnie, hiperreligijność chłopów:
"- Oto gwiazda Trzech Króli, betlejemska gwiazda, przy której blasku Pan nasz się narodził, niech będzie święte imię Jego pochwalone! Powtórzyli za nim pobożnie i wpili się oczami w tę światłość daleką, w ten świadek cudu, w ten widomy znak zmiłowania Pańskiego nad światem. Serca im zabiły rzewliwą wdzięcznością, wiarą gorącą, dufnością i brały w siebie to światło czyste jako ten ogień święty, pleniący złe, jako sakrament", s. 229-230
- pazerność chłopów, na wigilię rodzina się dokłada: "Siadł Boryna najpierwszy, siadła Dominikowa z synami, bo się dołożyła, aby razem wieczerzać", s. 230
- na Wigilię nikogo nieznajomego się nie wpuszcza:
"Nie skończyli jeszcze, gdy ktosik zapukał do okna. - Nie puszczać i nie obzierać się, to złe, wciśnie się i na cały rok ostanie! - wykrzyknęła Dominikowa.", s. 230
- Rocho, osoba z zewnątrz, reformuje chłopów:
"- Nie pleć, ktosik potrzebujący; w ten dzień nikto nie powinien być głodny ni ostawać bez dachu - odezwał się Roch podnosząc się drzwi otwierać.", s. 231
- Jagustynka została wypędzona przez własne dzieci:
"Jagustynka to była, stanęła pokornie u proga i przez łzy, co się jej jak groch sypały, prosiła cicho: - Dajcie kąt jaki i choćby to, co psu wyrzucicie! Zmiłujcie się nad sierotą… Czekałam, że mnie dzieci zaproszą… czekałam… w chałupie mróz… na darmo wyziębłam… na darmo… Mój Jezus… a teraz, jak ta dziadówka… jak… rodzone dzieci… samą mię ostawiły i bez tej okruszyny chleba… gorzej niźli tego psa… a tam u nich gwarno, pełno ludzi… chodziłam koło węgłów… w okna zaglądałam…na darmo…", s. 231
- antysemityzm, Rocho czyta z księgi o Jezusie na Wigilię, mowa pozornie zależna: "W stajence ci to lichej urodzić się przyszło, tam w tych krajach dalekich, między obcymi, między Żydy paskudne, między heretyki srogie!", s. 231
- niezły folklor, Rocho, przybysz z zewnątrz czyta z księgi: przecież to obraz rozpadu kultury chłopskiej
- Rocho, ewangelizator w stylu franciszkańskim: "- Kużde stworzenie, trawka kużda, choćby i ta najmarniejsza, kamuszek najmniejszy, nawet ta gwiazda ledwie dojrzana - wszystko dzisiaj czuje, wszystko wie, że Pan się narodził", s. 233
- ceremonie kościelne - pasterka, s. 236-239
- apologia księdza, z lekką ironią: "ksiądz mówił gorąco a tak mądrze, że każdemu to szło prosto do serca i do rozumu, juści, że tym ino, co słuchali, bo wiela było takich, których śpik morzył z gorąca.", s. 238
- z opowieści Rocha: Bóg chroni przed zbójami bogatego chłopa, s. 234
V
- Magda od organistów po porodzie wyrzucona na śnieg:
"Wiecie, a to w nocy Magda od organistów zległa w kruchcie. - Cudeńka prawicie! - Żeby to cudeńka, ale prawdziwą prawdę! Jambroży szedł dzwonić i nastąpił na nią… - Mój Jezus! I nie przemarzła! - Bogać ta nie, dziecko na śmierć zamarzło! a Magda ledwie zipie. Wzięli ją na plebanię i cucą jeszcze… a lepiej, żeby nie docucili… co jej za niewola żyć, co za dobro ją czeka: cierpienie ano i harowanie! - Powiadał Mateusz, że jak ją organisty wypędziły przychodziła cięgiem do młyna i tam przesiadywała, ale potem Franek ją sprał i wygonił, pono z młynarzowego przykazu.", s. 242-243
- egoizm chłopów, nie chcą pomóc Magdzie:
"Tyle gospodarzy we wsi, tyle bogaczy, a nikto z poratunkiem nie spieszy! - Juści, gospodarze to mają studnie nieprzebrane, samo im z nieba leci, że ino rozdawać na wsze strony! Każdy ma dosyć swojego, co mu do obcych! Jeszcze by, żebym każdego, komu potrza, z drogi zbierał, do dom zwoził; jeść dawał, lekował i może jeszcze dochtorów płacił! Stara jesteście, a w głowie wama przewiewa.", s. 243
- za pańskich czasów był szpital:
"- Prawda, że musu nikt nie ma pomagać drugim, ale człowiek też nie bydle, żeby zdychał pode płotem. - Takie już jest i będzie urządzenie na świecie, zmienicie to? - Baczę, że dawniej przed wojną, jeszcze za pańskich czasów, był we wsi szpital dla biednych, w tym domu, gdzie teraz organista siedzi, dobrze baczę, iż z morga płacili.", s. 243
- dwór jest groźny i pazerny: "- Z dworem to jak z wilkiem, niech ino jedną owcę spróbuje, wnet całe stado wybierze.", s. 249
VI
- pan Jacek, dziedzicowy brat z Woli
- psy go nie gryzą:
"- Ugryzie, pies zły! - szepnął mimo woli. - Nie bój się, mnie psy nie gryzą - uśmiechnął się dziwnie i gładził tulący mu się do kolan psi łeb.", s. 254
- charyzma:
"tak przenikliwie spoglądał w oczy, że ludziom miętko robiło się w dołku.", s. 254
- Rocho podsumowuje dziedzica: "Albo i ten dziedzic, to jak wilk, ogania ino koło narodu, a zabiega, a węszy, gdzie by co urwać! Pan, ścierwo, na chłopskich ziemiach siedzi, chłopski las sprzedaje, z chłopskiej łaski żyje, a będzie się tu na naród zmawiał! Ścierwa, nie baczy, że i pańskiej skóry tak samo imają się cepy jak i kużdego!", s. 262
- przez upór Boryny komornicy głodują:
"Prosił go nie będę! - zawołał ostro. - A ze dwudziestu komorników we wsi siedzi i roboty kiej zmiłowania wygląda! Wiecie sami które, a zima ciężka, śniegi, mrozy, niejednemu już ziemniaki przemarzły, a zarobku nie ma żadnego.", s. 263
VII
- w knajpie, omawianie wyprawy w obronie lasu, s. 265-273
- Antek tańczy obertasa z Jagną, Boryna mu grozi, s. 277
VIII
- ksiądz: "Antek jest winien, nie ona", s. 285
- wyrachowania chłopów: "cała wieś poszła na pogrzeb, bo dzieci stypę wyprawiali galantą…", s. 290
IX
- pożar, s. 304
X
- wieczornica u Kłębów, s. 305
- opowieść Rocha o królach, s. 209-318
- Mateusz gra na flecie, s. 319
- Tereska zadaje zagadki, s. 319
XI
- Jagna romansuje z Antkiem w brogu, Maciej Boryna podpada, s. 320-327
XII
- kobiety przeciw Jagnie: "- Taką trzeba ze wsi wyświecić ożogiem kiej czarownicę! - rzekła w głos Kobusowa.", s. 329
- wieś to żądna krwi tłuszcza:
"- Oboje winowaci, oboje przywlec i skarać na pogorzelisku!… Baby, a zwłaszcza komornice i biedota wszystka, wzięły wtór za nią i z krzykiem nieludzkim, rozczapierzone, nieprzytomne zgoła, darły się pobok niej na czoło przez gęstwę rozwścieklonym, huczącym potokiem;", s. 331
- Jedynie ksiądz jest w stanie ich okiełznać:
"- Ksiądz z Panem Jezusem idzie! ksiądz! Tłum się zatargał jakby na uwięzi, zakołysał i runął na drogę, przystawał, rozpadał się na bryzgi, ściszał, aż nagle przymilkł całkiem i upadł na kolana, i pochylił obnażone głowy…", s. 331
- chłopska kondycja: "kużden znowu wrócił do swojej koleiny, pochylił głowę pod jarzmem i niósł dolę, jak Pan Bóg przykazał, bez szemrania i z cierpliwością.", s. 333
- cierpienia Hanki, s. 334-338
- chłopska miłość: "Jaguś wychodziła do niego niechętnie, pod strachem zawdy, bo jakby w niej do cna struchlało kochanie po mężowych basałykach, od czego nosiła jeszcze bolące ślady, ale zarówno bojała się Antka, gdyż zapowiedział groźnie, że jeśli nie wyjdzie do niego na każde zawołanie, to on w biały dzień, przy wszystkich, przyjdzie do chałupy i spierze ją jeszcze lepiej od Boryny.", s. 339
- ceremonie kościelne: nieszpory, s. 340-341
- Antek jak Jagna, nie panuje nad sobą: "Nie mógł się pomiarkować, czuł jeno, że jakaś moc nieprzeparta bierze go za gardziel i do ziemi przygina, do jarzma nakłania i przejmuje niewytłumaczonym strachem", s. 343
XIII
- opis przyrody: początki wiosny, s. 344-347
- dziedzic rąbie chłopski las, s. 348
- Antek spotyka się z Jagną, kłótnia, s. 351-353
- narada w karczmie, s. 354-360
- chłopska indolencja:
"- Odebrać lasy, odebrać ziemię! Nie dać swojego! Długo tak krzyczeli ciepiąc się w różne strony, pomstując i pograżając srogo, a że radzili głośno i z gorącością niemałą, to niejednemu trza się było napić gorzałki dla pokrzepienia, drugie zaś piwo la ochłody pili, a trzecim się przypominały nie dojedzone kolacje, że krzykali na Żyda o chleb i śledzie. Ale gdy sobie podjedli a podpili, przestygli mocno z zawziętości i zaczęli się z wolna rozchodzić nic nie postanowiwszy.", s. 356
- struktura autorytarna, bez Boryny nie potrafią działać:
"Witano się w milczeniu, każden stawał, gdzie popadło, obzierał się naokół i czekał cierpliwie na starszyznę, która poszła po Borynę. Pierwszy był ano we wsi, to jemu się należało naród poprowadzić, bez niego żaden gospodarz by się nie ruszył.", s. 357
- opis idących chłopów, s. 359-360
- opis walki, s. 360-366
- zajazd, sceny batalistyczne: "Prali się w pojedynkę i kupami, wodzili za orzydla, to za łby, gnietli kolanami, ozdzierali do żywego mięsa. a przeprzeć się jeszcze nie mogli, bo dworscy pozeskakiwali z koni, nie ustępując ani na krok, ile że przybywała im ciągła pomoc, bo rębacze przeszli na ich stronę i tęgo wspierali; pierwsze Rzepczaki hurmą a milczkiem kiej te złe psy rzucili się pomagać, a wiódł wszystkich borowy, któren w ostatniej chwili się zjawił, że zaś chłop był jak byk, mocarz głośny na okolicę, a przy tym zadzierzysty i swoje sprawy z Lipcami mający, to pierwszy się rzucał w pojedynkę na całe kupy, rozbijał łby kolbą fuzji, rozpędzał i tak prał, że niech Bóg broni!", s. 363
- Antek chce zabić ojca: "Antek raz się jeszcze obejrzał, wyciągnął flintę spod kożucha, przykucnął i przeżegnawszy się bezwiednie, zmierzył do ojcowej głowy… nim jednak spuścił kurek, porwali się obaj na nogi, Antek też się podniósł i fuzję przyłożył do oka - nie strzelił jednak, strach nagły, okropny ścisnął mu tak serce, że ledwie mógł dychać, ręce mu latały kiej w febrze, zadygotał cały, w oczach pociemniało i tak się zakręciło w głowie, że stał długą chwilę, nie wiedząc zgoła, co się z nim dzieje", s. 364
- ranny Boryna, s. 364-365
Wiosna
I
- opisy przyrody: nadejście wiosny, s. 7-11
- Agata wraca z zimowej tułaczki, s. 10-17
- interesowność chłopów, Kłębów, względem Jagaty: "Radzi was przyjmą, torbeczki dygujecie niezgorsze, a jakiś grosz też być musi w supełkach, to juści, że chętliwie przypuszczą waju do krewniactwa.", s. 16
- Kłębowa sympatyczna wobec Jagaty
- oczekiwała śmierci: "A powiadali ludzie, jakoście jeszcze na Gody pomarli, nie wiada było ino kaj, że nawet mój zbierał się do kancelarii na przewiady.", s. 17
- nie proponuje jedzenia, ale pracę: "Dobrze, iżeście już ściągnęli do chałupy… roboty tyla, że nie wiada, gdzie przódzi pazury zaczepić.", s. 17
- Zabrali Jagacie pierzynę: "- Hale! małom nie zabaczyła wama powiedzieć, że wzielim waszą pierzynkę ze skrzyni", s. 21
II
- Hanka na gospodarstwie, s. 23-27
- interesowność chłopów, Hanka nie myśli o rannym Antku, ale o chacie i o ziemi: " Stary wnet zamrze, Antek o Bożym świecie nie wie, a w Borynowej chałupie nikogój, j jeszcze się kowal tam wniesie i nikto go już nie wygoni!…", s. 26
- ceremonie kościelne: msza, s. 34-36
III
- Hanka zmusza do pracy chorego ojca:
"Zajrzała do ojca na drugą stronę, do dawnej swojej izby, stary ledwie był widny w barłogu, jeno postękiwał z cicha. - Ociec, co to wama jest? Przykucnęła przy nim. - Nic, córuchno, nic, tyle że me frybra trzęsie i w dołku okrutnie ściska… - A bo tu ziąb i wilgoć kiej na dworze. Wstańcie i przyjdźcie do nas, dzieci przypilnujecie, bo wieprzka bijemy.", s. 44
- Hanka chytra przy podziale wieprza:
- "choć było jej nieco żal gorzałki, trudno, skoro musiała, jak to było we zwyczaju u gospodarzy przy takim święcie, częstowała", s. 47
- "Trza się wziąć do szykowania podaronków - pomyślała żałośnie przyglądając się kiełbasom, rozwieszonym na drążku", s. 55
- dewocja chłopów: "naród bowiem ciągnął do spowiedzi, nie bacząc na złe drogi ni na dzień płaksiwy, przykry a tak zmienny", s. 47
- krytyka Kościoła, Jagustynka: "Hale, łaznowski proboszcz długo nie strzyma, powiadali, że mu gospodyni cięgiem porcenelę podawać musi! (...) A o tym ze Słupi też powiadają, że zawdy przy spowiedzi flaszuchnę z pachnącym w garści trzyma i nos se przytyka, bo mu ano naród śmierdzi, że po każdym wyspowiadanym złe powietrze chustką rozgania i wykadza…", s. 47
- krytyka organisty:
"już najmniej jak za każdą duszę zapisaną jajko dostają (...) A za kartki do spowiedzi osobno przeciek bierze po trzy grosze z duszy. Co dnia widzę; jakie torby dygują z różnościami. Samych jajów sprzedała organiścina w zeszłym tygodniu coś dwadzieścia i dwie kopy - rzekła Jagustynka. - Kiej nastał, to pono piechty przyszedł z jednym węzełkiem, a teraz by go i we cztery dworskie wozy nie wywiózł. - Organista z górą dwadzieścia roków w Lipcach siedzi; parafia duża, pracuje, zabiega, grosza szczędzi, to się i dorobił - tłumaczył Jambroży. - Dorobił się! Drze z narodu, jak ino może, a nim co komu zrobi dobrze, w garście cudze patrzy, po trzydzieści złotych od pochowku bierze za to, co ta pobeczy po łacińsku i na organach poprzebiera.", s. 48
- spowiedź i gorzałka: "Jakoż wrócił rychło opowiadając, że już księża przy stole siedzą, że młynarz przysłał ryb cały więcierz i że po obiedzie będą jeszcze spowiadali, gdyż siła narodu czeka. Po prędkim i krótkim obiedzie, jeno tęgo zakropionym, bo Jambroż wyrzekał żałośliwie, jako gorzałka za słaba do tak przesłoniałych śledzi, wzięli się znowu do roboty.", s. 49
- karnawałowy humor Jagustynki:
"I jadł kiełbasy nie będzie, i gorzałki nie posmakuje?- ciągnęła tym samym sposobem, a wielce szydliwie Jagustynka. - Wama ino prześmiechy na pamięci! - zestrofowała ją gniewnie. - A cóż to? płakaniem biedy se odejmę? Tyla mojego, co się pośmieję.", s. 52
- nierówności i nędza po uwięzieniu mężczyzn: "- I nie ma końca tej ludzkiej marnacji. Siadłam przy Agacie, kiej już ksiądz odjechał, aż tu przylatuje Filipka zza wody z krzykiem, że jej najstarsza kończy… Poleciałam juści… Jezus, w chałupie żywy mróz siedzi… Okna wiechciami pozatykane… jedno łóżko w chałupie, a reszta w barłogu kiej psy się gnieździ… nie pomarła dzieucha, ino ją tak z głodu sparło… ziemniaków już brakło, pierzynę już przedali… każdą kwartę kaszy wymodlają u młynarza, nikt nie chce zborgować i pożyczyć do nowego… bo i kto? Poratunku nie ma, Filip przecież w kreminale z drugimi… Ledwiem wyszła od nich, powieda Grzegorzowa, że Florka Pryczkowa zległa i pomocy potrzebuje… Łajdusy to i krzywdziciele moi, choć dzieci rodzone… zaszłam, nie czas krzywdy pamiętać… No i tam niezgorzej bieda kły szczerzy, drobiazgu pełno, Florka chora, grosza jednego w zapasie nie ma i pomocy znikąd… grontu przeciek nie ugryzie… jeść nie ma kto uwarzyć, pole odłogiem stoi, choć zwiesna idzie… bo Adam jak drugie w kreminale… Chłopaka urodziła zdrowego kiej krzemień, żeby się jeno odchował, bo Florka wyschła kiej szczapa i tej kropli mleka w piersiach nie ma, a krowa dopiero na ocieleniu… I wszędzie tak źle, a u komorników to już trudno wypowiedzieć… Ni komu robić, ni gdzie zarobić, ni grosza, ni poratunku znikąd… Mógłby już to Jezus sprawić, by choć letką śmiercią pomarły, nie męczyłby się naród co nabiedniejszy", s. 56-57
- nierówności we wsi:
"- A komuż się to we wsi przelewa? wszędzie bieda i ten skrzybot serdeczny. - Hale, i gospodarze turbacje niemałe mają… jeden się frasuje, czym by lepszym kichy nadział, a inszy, komu by na większy precent pieniądz rozpożyczył, ale żaden się nie poturbuje o biedotę, chociażby ta pode płotem zdychała… Mój Boże, w jednej wsi siedzą, przez miedzę, a nikomu to śpiku nie psuje… Juści, każden Jezusowi ostawia starunek o biedotę i na zrządzenie boskie zwala wszystko, a sam rad przy pełnej misce brzuchowi folguje i choćby ciepłym kożuchem uszy odgradza, by ino skamlania biedujących nie posłyszeć…", s. 57
IV
- słabe kobiety:
- "Przeciech prawie same kobiety ostały we wsi, a nie ich to moc ni głowa poredzić wszystkiemu", s. 61
- potrafią tylko czekać na powrót mężczyzn
"I tak się działo ze wszystkim, że nawet cielaki utytłane w błocie kiej świnie łaziły samopas po drogach, statki gospodarskie niszczały na deszczu, pługi rdza zjadała, w półkoszkach wylegiwały maciory, a co się zaś pochyliło, co oberwało, co nadłamane padło - już tak ostać ostawało, bo któż to miał co podjąć? któż naprawiać? kto załemu zaradzić i gorszemu zapobiec?… Kobiety?… Ależ tym chudzinom ledwie już sił i czasu starczyło na to, co najpilniejsze! Juści, niechby chłopy wróciły, a w mig byłoby inaczej… Czekali też na ich powrót jak na zmiłowanie Pańskie, czekali z dnia na dzień, krzepiąc się tą nadzieją…", s. 68
V
- ceremonie kościelne, niedzielna msza wielkanocna, s. 83-87
- molestowanie, pan Jacek: "- Jakżeby… Niemało dokazywał za młodu, niemało… Kat ci był la dzieuch… we Woli ni jednej nie przepuścił… dobrze baczę, w jakie to cuganty jeździł… jak se używał… baczę… - pojękiwał stary.", s. 91
- święta, dyngus, nachylenie katolickie:
"Przyszliśmy tu po dyngusie! Zaśpiewamy o Jezusie, O Jezusie, o Maryje - Dajcie nam co, gospodynie!…", s. 101
- molestowanie, młynarz:
"- Moiście, a dyć ze służbą wszędy jednaka bieda! Młynarzowa się przede mną uskarżała na swoje dziewki, że pół roku utrzymać nie może. - Prędko się tam dorabiają dzieciaków… Świeży chleb pomaga! - Chleb jak chleb, ale to czeladnik sprawi, to synek, ten z klas, do domu zajrzy, a powiadają, że i sam młynarz żadnej nie przepuści… to i trudno dziewki dotrzymać do roku", s. 102
- Schadenfreude chłopów, pożar Podlesia:
"Prawda była: dworskie budynki na Podlesiu stały w ogniu, płomienie kiej czerwone krze wybuchały z ciemności. - A słowo ciałem się stało! - szepnęła Jagustynka Kozłową wspominając. - Kara boska przychodzi. - Za naszą krzywdę! - krzyżowały się w ciemnościach głosy.", s. 107
VI
- pan Jacek, komornik u Bylicy: "- Gęsi pod jangrestami ostawiłem. A to przyszedł niby pan Jacek we święto i powiada: “Wprowadzę się do ciebie, Bylica, na komorne i dobrze zapłacę…” Myślałech: przekpiwa se z chłopa, jako u panów zwyczajnie, i rzekę: “Grosza mi potrza i pokoje wolne mam!” Zaśmiał się, dał mi paczkę peterburki, chałupę obejrzał i mówi: “Wy możecie tu wysiedzieć, to i ja poradzę, a chałupę z wolna wyporządzim, że za dwór starczy!”", s. 110
- elementy obrzędowości tradycyjnej:
"Ale nim próg przestąpili, Dominikowa odebrała dziecko i przeżegnawszy się jęła z nim, wedle starego obyczaju, obchodzić cały dom, na węgłach jeno przystając i przy każdym z osobna mówiąc: - Na wschodzie - tu wieje… - Na północy - tu ziębi… - Na zachodzie - tu ciemno… - Na południu - tu grzeje… - A wszędy strzeż się złego, duszo ludzka, i jeno w Bogu miej nadzieję.", s. 110-111
- od razu podane w wątpliwość:
"- Niby nabożna, a taka guślarka z Dominikowej! - śmiał się wójt. - Pacierz pomaga, ale i zamawianie nie zaszkodzi, wiadomo! - szepnęła Płoszkowa.", s. 111
- policzyć słowa: kieliszek, gorzałka itd.
- urzędnik gorszy od dziedzica: "Jezu, to nawet nieboszczyk dziedzic, choć miał prawo, a tak me nigdy nie sponiewierał, nigdy…", s. 114
- opis przyrody: pogoda wiosenna i ziemie lipeckie, s. 116-117
- altruizm przed polonizacją u chłopów nieznany:
"- Dziwno mi jeno, że tak za darmo, przez zapłaty, za jedno Bóg zapłać chcą robić… tego jeszcze nie bywało… - A za Bóg zapłać przyjadą pomagać, jak prawe Polaki a chrześcijany powinny!", s. 123
- rozwarstwienie klasowe wsi, bogatszych do bogatszych: "gospodynie wystąpiły na przedzie, dzieuchy kręciły się na bokach wiercąc ślepiami parobków, a komornice zbiły się osobno w kupę kiej kuropatki, nie śmiejąc cisnąć się na oczy dobrodzieja, który wnet się ukazał, pozdrowił wszystkich i razem z Rochem jął rozporządzać, który do jakiej chałupy ma jechać robić, bacząc jeno, by bogatszych do bogatszych kwaterować.", s. 124
- gorzałka od samego rana przed wspólną pracą: "wystawiali ławy przed chałupy, duchem podając śniadania i częstując gorzałką na prędsze skumanie.", s. 124
- opis przyrody: praca wre w Lipcach, s. 125-128
- szlachta wśród chłopów:
"Tych se wybrała, że to Rzepczaki za szlachtę się miały. Juści, co w Lipcach przekpiwali się zawdy z takiej szlachty i za psi pazur ich nie mieli, gorzej niźli na miejskich łachmytków i prefesjantów powstając; ale skoro weszli do chałupy, Hanka zaraz spostrzegła, że to inszy gatunek, znaczniejszy.", s. 126
VII
- ślepy dziad zimuje u dziedzica:
"- Dawnoście, dziadku, w Lipcach nie byli? - zagadnęła któraś. - A dawno, coś na jesieni! Zimowałem se u miłosiernych ludzi, we dworzem przesiedział zły czas. - Może we Wólce? u naszego? co? - A we Wólce! Ja ta zawdy za pan brat z dziedzicami i z dworskimi pieskami: znają me i nie ukrzywdzą! Dały mi ciepły przypiecek, warzy, ile wlazło, tom bez cały czas powrósła kręcił i Boga chwalił.", s. 132
- apologia agresywnej męskości: "Staram przeciek, ale prosto powiem, że choć to są juchy, łajdusy, świędlerze i zabijaki, a niech się jawi choćby i ta najgorsza pokraka, to zarno z nim raźniej i weselej; i lekciej na świecie. Która co inszego powie, zełże jak pies.", s. 135
- kobieta stworzona do dzieci:
"- Że i trzy kwartały nie miną, a dobrodziej chrzcić nie nadąży… - Stare, a bają trzy po trzy: dyć na to Pan Jezus stworzył kobietę! nie grzech mieć dziecko!", s. 135
- figura translacji ucisku szlacheckiego na chłopów; Hanka uosabia habitus szlachecki i narzeka na najemników: "Od rana już zachodu wyglądają. Dorabiać się w najemników to jakby wilki zgodził do owiec wodzenia.", s. 137
- zabawy dziecięci - nękanie zwierząt:
"dzieciska, puszczone dzisia na wolę i nie przykarcane, wyprawiały po drogach takie breweryje, że niech Bóg broni! Starsze, z długachnymi tykami; zwijały się na topolowej, skrabiąc się na drzewa i spychając wronie gniazda, że wystraszone ptaszyska, kiej chmura sadzy; kołowały wysoko z żałosnym, jękliwym krakaniem; a znowuj drugie, mniejsze, ganiały ślepego konia księżego, założonego do beczki na saniach, chcąc go napędzić z wyższego brzegu do stawu, jeno co koń mądrala nie dał się zażyć z mańki.", s. 140
- ceremonie kościelne: procesja, s. 145-153
- ksiądz sam się nudzi na procesji: "Ksiądz, znużony już sielnie, pot ocierał z łysicy, a rozglądając się po sąsiednich rolach pogadywał z wójtem:", s. 148
- ksiądz - tyran - opóźnia powitania z mężczyznami wypuszczonymi z więzienia:
"- A nasi! nasi! - buchnęło z kupy i kilkanaścioro rzuciło się naprzód. - Stać! Nabożeństwo pierwsze - nakazał ostro ksiądz.", s. 149
- mężczyźni najpierw witają się z księdzem, potem z żonami (odwrócone prawo pierwszej nocy):
"- Niech będzie pochwalony! Jak się macie, ludzie kochane! Juści, co chórem odkrzyknęli, cisnąc się do niego kiej te owce do pasterza, a w ręce całując, a za nogi obłapiając, a on ci każdego brał do serca, po głowach całował, po zbiedzonych twarzach głaskał, troskliwie pytał j i z dobrym słowem odpuszczał, aż utrudzony siadł pod krzyżem, pot obcierając i te łzy poczciwe", s. 151
- ksenofobia: "- Ale niech ręka boska broni od miemieckich somsiadów!", s. 153
- ludowa psychologia Reymonta: "Każden miał swój frasunek, a kajże się to naród pocieszy, wyżali, skrzepi, a nowin dowie, jeśli nie na jarmarku lebo na odpuście?…"
VIII
- opis przyrody - poranek wiosenny, s. 157-159
- ksiądz kradnie koniczynę: "widzę, że w naszej koniczynie jakieś konie. Świtało dopiero, dostałem się przegonem pod księży ogród, żeby im drogę zastąpić, wyłażę na dróżkę Kłębową, a tu proboszcz stoi z brewiarzem, rozgląda się dokoła i raz po raz popędza je batem coraz głębiej w koniczynę, to…", s. 161
- przywary chłopów - zdrada i przemoc na jednej niemal stronicy:
- Tereska i Mateusz: "- Nie udawaj głupiej, wszyscy wiedzą o was, Mateusza odpraw, póki czas, to Jasiek nie uwierzy, stęsknił się do ciebie, łacno wmówisz, co ino zechcesz. Mateusz się znarowił do twojej pierzyny, ale przeciek nie przyrósł, wypędź go, póki czas. Nie bój się, Jasiek też nie ułamek…", s. 162
- wójtowa i Kozłowa, bójka:
"Ale tego już było za wiele la obojga, że kiej wilki skoczyli na nią; pierwsza wójtowa chlasnęła ją kijem przez pysk i z dzikim kwikiem w kudły się wczepiła pazurami, zaś wójt jął prać pięściami, kaj popadło. Bartek w ten mig skoczył na pomoc swojej. Zwarli się kiej psy w nierozplątaną kupę, że ani rozeznał, czyje pięście młócą kieby cepami, czyje głowy się taczają i czyje są krzyki. Przywarli się do płota i przetoczyli się znowu na drogę kiej snopy wichurą zakręcone, aż w końcu, zmagając się coraz zajadlej, runęli na ziem, w piasek.", s. 164
- efekt bójki, zmasakrowana i krzycząca kobieta: "Na śmierć chciał go zabić, widzieli ludzie, ledwie go obronili, to zaświarczą w sądzie poczciwie! - darła się, raz po raz wybuchając strasznym rykiem, a tak była sponiewierana, że ledwie ją poznawali. Z gołym łbem jechała, włosy miała powyrywane wraz ze skórą, naderwane uszy, oczy zakrwawione i całą twarz podartą pazurami, jakby ją kto pobronował, że choć wiedzieli, co to za ziółko, a niejeden szczerze się litował.", s. 165
- swoboda erotyczna:
"- Prawdę mówię. Przymierzałem u niejednej, ledwie mi do pół łyst sięgają, jakże bym to zimą wyspał? cheba w butach, co?… Zgromiła go Kłębowa, iż zbereżeństwa gada przy dzieuchach.", s. 170
- ksenofobia: "- Miemcy se użyją, a ty, chłopie, ślinę łykaj!", s. 178
IX
- pan Jacek dał drewno na budowę zniszczonej chaty: "A pan Jacek dał Stachowi list i kazał mu z nim iść do dziedzica. (...) dziedzic go kazał zawołać na pokoje, poczęstował gorzałką i rzekł: “Przyjeżdżaj z wozami, to ci borowy wycechuje dziesięć sztuk budulcu…”", s. 185-186
- lekcja pokory dla chłopów:
"A on taki pan, że mu sam dziedzic posłuszny!… Kto by to przódzi dał wiarę?… - Nie patrzcie na człowieka, jeno na jego uczynki.", s. 186
- głupota chłopów, dają się nabrać na plotkę o zamordowanym: "Juści, co po wsi w ten mig się rozgłosiło o pomordowanych, wrzask się czynił zgrozy pełen i bieganina, ludzie jaże się żegnali z przerażenia. A nim słońce zaszło, z pół wsi wyległo na drogi.", s. 189
- wiejskie luksusy, wójt defrauduje pieniądze: "A hula cięgiem, pije, stodołę sobie postawił, konia przykupił, mięso co tydzień jada i herbatę pija - za czyje to pieniądze?", s. 193
- ceremonie kościelne: procesja , s. 194-196
- ksenofobia: "- Bo jak Miemce kupią i zasiędą o miedzę, to będzie jak w Górkach: powietrza prosto zbraknie do dychania w Lipcach i z torbami pójdziemy albo do Hameryki", s. 199
- tęsknota za państwem opiekuńczym:
"Grzela opowiedział, jak to jest indziej po drugich krajach. (...) - Cóż nama z tego, że drugie dobrze mają! Pokaż głodnemu miskę pełną i schowaj, niech się nachla patrzeniem! Dobrze mają: kaj indziej to jest opieka nad narodem, nie tak, jak u nas, gdzie każden chłop rośnie se jako ta dziczka w czystym polu, że czy zmarnieje, czy też wyrośnie - co to kogo swędzi?… bele jeno podatki płacił, w rekruty szedł i urzędom się nie przeciwił! Mierzi mi się już takie życie i do grdyki idzie…", s. 199-200
- agresywność chłopów; Dominikowa, Szymek, Jędrzych - bójka nr 1: "Dominikowa narobiła takiego piekła, przyleciała bowiem z kijem po synów, chciała ich bić i siłą do domu zabierać, jeno co się oparli, matkę z karczmy wypędzili", s. 200
X
- ksenofobia i agresywność, chłopi chcą bić Niemców, kobiety się nie zgadzają:
"na kobiety, które jak jedna ani słuchać nie chciały o wyprawie na Miemców. - Hale! co im do łbów strzeliło! Mało to już marnacji przez bór?… jeszcze jednego nie odsiedziały i nowe biedy chcą na wieś sprowadzić! - wołały, a sołtysowa, cicha zazwyczaj, jaże pomietło chyciła na Grzelę.", s. 204
- ksiądz przekonał wszystkich do rozróby, największy autorytet we wsi: "I tyle dokazał, że kobiety się już nie przeciwiły, zaś gospodarze zaczęli wywodzić, iż skoro ksiądz zachęca, to warto by tak zrobić", s. 205
- chłopska chciwość i zawiść, Hanka musi ukrywać fakt, że zapłaciła zastaw za Antka: "- Nie rozpowiadajcie! Powróci, to się i tak dowiedzą, zaś potem trzeba mówić, co go puścili przez zastawu: kowal nie będzie się was czepiał.", s. 208
- przemoc, Szymek bije się z matką: "wczepiła mu rękę w kudły, a drugą zaczęła bić po twarzy i głowie, kopać w zajdy i krzyczeć wniebogłosy. Oganiał się jeszcze kiej od muchy uprzykrzonej, nie przestając szukać pieniędzy, jaże dostawszy gdziesik w słabiznę, otrząchnął się z taką złością, że padła na izbę jak długa, ale w ten mig się zerwała i chyciwszy pogrzebacz runęła znowu na niego. Nie chciał tej bitki z matką, to się jeno obraniał jeszcze, jak mógł, usiłując jej odebrać żelazo.", s. 210
- kapitalistyczne podejście Niemców i komunistyczne Polaków:
"- Ziemia jest tego, kto za nią płaci! - Tak wygląda po waszemu, ale po naszemu jest inaczej, że powinna być tego, komu jest potrzebną - powiedział uroczyście.", s. 218
- Polacy grożą:
"- Słuchajta, Miemcy! - ryknął wyciągając pięście. - Mówiliśmy do was po ludzku, poczciwie, a wy grozicie kreminałem i przekpiwacie się z nas! Dobra, ale teraz zagramy z wami inaczej! Nie chceta zgody, to wama zapowiadamy przed Bogiem i ludźmi, jak pod przysięgą, że na Podlesiu nie wysiedzicie! Przyszlim z pokojem, a wy chceta wojny! Dobra, kiej wojna, to wojna! (...) Spamiętajta, co rzekłem: wojna w dzień i w nocy, i na każdym miejscu… (.) - Zajrzymy tu potańcować z waszymi pannami!", s. 219
XI
- nierówności na wsi: "dziedzic jeno tym pozwalał paść w porębach, które zapłaciły po pięć rubli z ogona.", s. 223
- śmierć Boryny, s. 226-232
- Boryna - zombi, powrotnik, s. 228
Lato
I
- materializm Hanki, ledwo Boryna zmarł, pierwsza myśl to morgi:
"- I pomarli se ano, pomarli! - rozmyślała żałośnie, przesuwając ziarna różańca, ale pacierz jeno niekiedy przychodził na wargi, boć w głowie i sercu miała jakoby ten kołtun zwity zmyśleń przeróżnych a strachań niemałych. - Trzydzieści dwie morgi, a paśniki, a las, a budynki, a lewentarze, tylachne gospodarstwo! - westchnęła ogarniając z lubością szerokie pola i ten cały świat Boży.", s. 239
- zawiść Hanki: "Prawda, dyć ona ma zapis! - przypomniała sobie. - Całe sześć morgów! Złodziejka jedna! - Aż ją w dołku sparło ze złości.", s. 240
- narrator auktorialny:
"I leżał se tak paradnie w onej trupiej cichości Maciej Boryna, człek sprawiedliwy i mądry, chrześcijan prawy, gospodarz z dziada pradziada i pierwszy bogacz we wsi. Pod dachem ojców przyłożył se po raz ostatni głowinę strudzoną; kiej ten ptak na wyraju, nim weźmie lot podniebny, a poniesie się tam, kaj od wiek wieka wszystkie odlatują. Gotowy ci już był do pożegnań znajomków a powinowatych i gotowy do onej drogi dalekiej.", s. 240
- por. Zola, Ziemia:
"Ryk się naraz wydarł przeciągły i tęskliwy; jakiś chłop prowadził krowę po drugiej stronie stawu. - Pewnikiem do księżego byka! - ozwała się Płoszkowa goniąc oczami krowę, szarpiącą się na postronku.", s. 242
- sprawy pogrzebu załatwiają w trakcie, gdy byk pokrywa krowę: "- Walek! Poczekaj jeszcze, niech nabierze większej ochoty! - krzyknął proboszcz i wycierając spoconą łysinę, przywołał do siebie kobiety i jął wypytywać o wszystko, pocieszać i krzepić miłosiernie, a kiej go zagadnęły o pogrzeb i koszty; przerwał im ostro i niecierpliwie: - O tym potem. Nie zdzieram skóry z ludzi.", s. 242
- Boryna prawy Polak wg pana Jacka: "- By chociaż synowie wdali się w niego - wyrzekł potem do Hanki. - Dobry to był człowiek i prawy Polak. Był z nami w powstaniu, przystał do partii dobrowolnie i gnatów nie żałował. Widziałem go przy robocie. A zmarnował się przez nas… Przekleństwo ciąży nad nami… - gadał jakby do siebie, a chociaż nie rozumiała wszystkiego, to jednak z wdzięczności za dobre słowa wspominek podjęła go za nogi.", s. 243
- pan Jacek demokrata, nie daje się podejmować za nogi:
"z wdzięczności za dobre słowa wspominek podjęła go za nogi. - Dajcie spokój! Takim człowiek jak i wy! - zakrzyczał gniewnie. - Głupia! dziedzic nie święty!", s. 243
- wspierają się głowami o trupa: "Jambroż z Jagatą, wsparłszy się o niego głowami, zadrzemali już na dobre, chrapiąc, jaże się rozlegało.", s. 244
- ojciec umarł, a Antka nie wypuszczają z więzienia, s. 247
- ceremonie kościelne: pogrzeb Boryny, s. 248-255
- w noc Kupaly pada deszcz, przestaje na mszę:
"Gulbasiaki skrzykiwały dzieuchy i chłopaków, bych lecieć za wieś, na wyżnie, palić sobótkowe ognie, gdyż to była wigilia świętego Jana, ale co ćma była i plucha, to mało kto dał się pociągnąć, że tylko kajś niekaj co tam pod lasem rozbłysnął jakiś słaby ogieniek. Witek już od zmroku przyniewalał Józkę, aby z nim leciała na Sobótki, ale mu powiedziała żałośnie: - Nie polete, co mi tam zabawy, co mi tam już wszystko… Dyć ino zapalim, przeskoczym ogień i przylecim - prosił gorąco. - Siedź w chałupie, bo powiem Hance! - zagroziła. Ale poleciał i powrócił dopiero po kolacji, głodny i utytłany w błocie jak nieboskie stworzenie, gdyż deszcz nie ustawał ani na chwilę i padał przez całą noc, aż dopiero przestał nazajutrz o dużym dniu, właśnie kiedy już ludzie ciągnęli na żałobne nabożeństwo.", s. 248
- ukrywane relikty kultury tradycyjnej, bochenek chleba pod trumnę: "Jagustynka tajnie, bych księża nie spostrzegli, wraziła pod nią bochen chleba, obwinięty w czyste płótno,", s. 249
- ksiądz straszy sądem Pana:
"Zaś ksiądz, odsapnąwszy nieco, jął znowu mówić o nieboszczyku, jako to padł za wszystkich… I wołał do zgody. Wołał do sprawiedliwości. Wołał do pomiarkowania się w grzechach, bo nie wiada, komu z brzega wybije ta ostatnia godzina i przyjdzie stanąć przed strasznym sądem Pana… Że nawet sam dziedzic, a obcierał kułakiem oczy. Pokrótce jednak księża skończyli swoje i odeszli wraz z dziedzicem", s. 253
- kobiety obgadują i plotkują nawet na pogrzebie:
"- Hale, teraz skowyczy, a co to wyprawiała z nieboszczykiem! - mruknęła któraś z boku, zaś Płoszkowa obcierając oczy dodała: - Tak se łaskę wypłakuje, bych ją nie wygnali z chałupy. - Myśli, że kto głupi a uwierzy! - powiedziała głośno organiścina.", s. 252
- ora et bibe:
"Przepili godnie, w cichości a powadze, przegryźli coś niecoś i organista zaczął czytać z książki sposobne modlitwy, a potem zaśpiewali litanię za umarłego; wtórowali mu ochotnie i gorąco, przerywając jeno wtedy, kiej kowal puszczał flachę w nową kolejkę, a Jagustynka chleb roznosiła.", s. 254
- dziady, relikty kultury tradycyjnej:
"Nie bucz, przeszkadzasz duszy odejść w spokoju; płacze ją ano trzymają przy ziemi. Wywrzyjcie drzwi, niech se ta wędrownica odleci na Jezusowe pola… Niech się poniesie w spokojności.", s. 256
II
- ceremonie kościelne, odpust, dzień św. Piotra i Pawła: "Naród się modlił w głębokiej cichości, kto na książce, kto na różańcu, a kto jeno tym szczerym słowem Boga chwalił i wzdychem serdecznym. Uroczyste głosy organów lały się brzękliwym, rozmodlonym pacierzem, a niekiedy śpiew buchał od ołtarza, czasem zajazgotały dzwonki, a czasem zahuczał grubachny głos organisty, zaś potem ciągnęły się długie, jakby oniemiałe z żaru chwile i dymy kadzideł płynęły przez wywarte drzwi kościoła oprzędzając w niebieskawą i wonną mgłę pochylone głowy klęczących.", s. 257-260
- chwilę po mszy, atak na wyjeżdżających Niemców:
"Pludraki ścierwie! - Kobyle syny! - Świńskie podogonia! - Sobacze pociotki! Posypały się wyzwiska kiej kamienie. - A co, na czyjem stanęło, Miemce? - krzyknął ku nim Mateusz.", s. 262
- Nie odpowiedział na pochwalony, to w ryj: "Mateusz ta jednego tknął, że mu nie odrzekł na Pochwalony, to zaraz juchą się oblał i dziw duszy nie zgubił." s. 262
- wspomnienie pańszczyzny:
"rozpowiadając, jak to on [dziedzic] i jego dziady, i pradziady zawsze jedno trzymali z chłopami, zawsze szli razem… Na to Sikora prześmiechnął się i powiedział z cicha: - Tak mi to stary dziedzic kazali wypisać na plecach batami, że jeszcze dobrze baczę.", s. 262-263
- elementy krytyki Kościoła:
"- Juści, bo to nie honor, jak księdzem ostanie? - Ale i profit miał będzie.", s. 263
- żebrak z zamiłowania, ojciec najbogatszej gospodyni we wsi: "- Ociec między dziadami! Jezus! - dziw, że się nie spaliła że wstydu.", s. 265
- miłosny paraliż Jagny, stalking: "A Jagusię zaczęło cosik rozbierać, serce się tłukło kiej oszalałe, paliły ją oczy, paliły usta nabrane i same ręce wyciągały się ku niemu, a chociaż się kurczyła w sobie, roztrząsał nią taki dziwny, niezmożony dygot, że wpierała się w płot bezwolnie i z taką mocą, jaże trzasnęła żerdka. Jasio wychylił głowę, popatrzył dokoła i znowu się zamodlił.", s. 276
III
- elementy krytyki kościoła, chciwość połączona z brakiem taktu, nawet przy pogrzebie o pieniądzach nie zapomina: "A o kościele pamiętajcie. Nieboszczyk był szczodrym i czy na światło, czy na mszę, czy na inne potrzeby grosza nie żałował i dlatego Pan Bóg mu błogosławił…"
- niekończące się pasmo kłótni, głównie przemoc kobieca: "- Zawrzyjcie gębę, bo chociem ślepa, ale jeszczech zmacam drogę do waszych kudłów - groziła zaciskając kij w garści.", s. 282
- w efekcie wójtowa zapowiada wypędzenie Jagusi: "- Poczekaj, ty piekielnico jedna, poczekaj! Nie zamrę spokojnie, do świętej spowiedzi nie pójdę, póki się nie doczekam, że cię ze wsi kijami wyświecą! A do sołdatów, suko jedna! Tam twoje miejsce, świński pomiocie, tam!", s. 283
- przemowa Jagny, zniszczenie psychiczne Hanki: "- To ja za nim latałam, ja! Cyganisz kiej ten pies! Wszyscy ano wiedzą, jak się przed nim oganiałam! Dyć kiej piesek skamlał pode drzwiami, abym mu chocia trep swój pokazała! To on me niewolił! To on me otumanił i robił z głupią, co chciał! A tera powiem ci prawdę, jeno byś jej nie pożałowała. A to me miłował, że już nie wypowiedzieć! A tyś mu obmierzła kiej ten stary, utytłany łach, że miał już chudziak po grdykę twojego kochania, jaże mu się odbijało kiej po starym sadle, że jeno pluł wspominając o tobie. Nawet gotów był sobie zrobić co złego, abych cie jeno nie widzieć więcej na oczy. Chciałaś, to masz prawdę. A zapamiętaj, co ci jeszczek dołożę: jak zechcę, to żebyś mu całowała nogi, kopnie cię, a za mną poleci w cały świat! Wymiarkuj to sobie i ze mną się nie równaj, rozumiesz, co?", s. 284
IV
- nad ranek powracający z miłosnych przygód: "jakiś cień przedzierał się z obejścia Balcerkowej i sunął czająco pod drzewami. (...) Myślała zgorszona, spostrzegając znowu, że młynarczyk przemyka się z drugiego końca wsi.", s. 291
- zniszczoną psychicznie Hankę wszystko denerwuje, jest agresywna: "A niech słyszy! Niech wiedzą; jakiś to wałkoń i próżniak! (...) zabrała się do Pietrka, nie mogąc ścierpieć, iż się wałęsa bez roboty.", s. 292
- Antek wrócił z więzienia wypoczęty:
"wybielał bowiem, wydelikatniał i taki się widział urodny, mocarny, pański, jakby zgoła kto drugi, pojąć tego nie mogła. - Przemieniłem się to, co tak po mnie ślepiasz? - Niby nie, ale całkiem jesteś jakiś zgoła inakszy. - Poczekaj, pójdę w pole do roboty, to zarno będę jak przódzi.", s. 294
- Antek, raczej szorstki w obejściu wobec żony:
"- La mnie. Żeś to pamiętał, Jantoś - jęknęła z niezgłębioną wdzięcznością. - Ba, żeby nie Rocho, to bym był zabaczył, ale przypomnieli i poszlim razem wybierać i kupować.", s. 296
- wina chłopów: "wstyd powiedzieć, ale trąby są nasze chłopy, i tyla! Dziedzic z nimi jak z ludźmi, jak z gospodarzami, a te kiej pastuchy od gęsi! Już się ugodzili z dziedzicem, już wszyscy byli za jednym, a kiej przyszło się podpisywać, to jeden drapie się po łbie i mruczy: - a ja wiem! drugi powieda: baby się jeszcze poredzę; zaś trzeci zaczyna skamłać, abych mu jeszcze dołożyć tę przyległą łączkę. I zrób co z takimi. Dziedzic tak się zagniewał, że ani już chce słuchać o zgodzie, a nawet przykazał nie dopuszczać lipeckiego bydła na leśne paśniki, a kto wpędzi, fantować.", s. 305
V
- Jagusia lepiej karmi niż Hanka:
"- Zgódź się do Jagusi, ona ci tłuściej będzie dawała. - Pewnie, bo póki tu ona była gospodynią, nikto głodem nie przymierał - zaciął konie batem, wóz wsparł ramieniem i ruszył. Utrafił ją w słabiznę, ale nim się zebrała odpowiedzieć, odjechał", s. 309
- Hanka żałuje jedzenia Antkowi, który wrócił z więzienia:
"Usmażyć to jajków Antkowi? - A usmaż, jeno słoniną nie szafuj.", s. 309
- Antek niemiły, nie chce słuchać Józki, która przyniosła mu żywność:
"sam rzucił się w cień na kraju lasu i kiej wilk zgłodniały wyjadał z dwojaków, a Józka jęła mu trajkotać nad uszami. - Ostaw me, nie ciekawym twoich nowinek - warknął gniewnie, że odszczeknęła gniewnie i poleciała w las na jagody.", s. 310
- przysłowia: "We złości to i ozór nie pości.", s. 311
- Hanka cały czas się kłóci:
"W chałupie było pusto i wszystko leżało rozbabrane i zamączone, a Hanka kłóciła się z kimś w sadzie. - Paparuch! Na sprzeczki to czas ma! - mruczał idąc w podwórze,", s. 312
- Antek narzeka na wygląd Hanki:
"- Ogarnij się, a to wyglądasz kiej nieboskie stworzenie! - Hale, do roboty będę się przybierała kiej do kościoła, juści.", s. 313
- chłopi nie są solidarni w walce z dziedzicem: "- Bo już co dnia zgłasza się ktosik do zgody! Barany juchy, nie chciały cię słuchać, żeby gromadą się ugodzić, to dziedzic da więcej, a tera robią w pojedynkę, cichaczem, byle prędzej.", s. 314
- Antek ubolewa na swoją słabą wolą w konfrontacji z Jagną:
"- Że to człowiek słaby kiej ten paździerz, bele co go poniesie… Wstyd mu się zrobiło, rozejrzał się, czy aby go kto z nią nie widział, i usilnie rozważał wszystko, co mu o niej powiadali.", s. 315
- przemoc, zamiar zabicia matki: "- A co, że wezmę siekierę i zakatrupię ją kiej psa.", s. 317
- psa kopią ze złości: "Zawahał się znowu, ale kiej Łapa zaskomlał przy nim i jął wyskakiwać z radości, kopnął go w nagłym gniewie i zawrócił z powrotem na wieś.", s. 318
- krytyka kościoła, ksiądz podkrada kończynę: "- No żrej jeden drugi, żrej… już się za to zmówi jaki paciorek za Kłębową duszę albo i wynagrodzi czym szkodę!", s. 319
- kłótnia kochanków:
"A przez ciebie! Przez ciebie wygnała me z chałupy ta flądra, to świńskie pomietło! Przez ciebie poszłam na pośmiech całej wsi… - A wójta to już nie baczysz? a drugich, co?", s. 321
- Hanka grozi zabójstwem dzieci na propozycję emigracji: "- Nie pódę i dzieci na zatratę nie pozwolę! - wyrzekła groźnie - nie pódę! A jak mnie przyniewolisz, to siekierą łby dzieciom porozbijam, a sama choćby do studni!", s. 327
VI
- narzeczona, Nastusia, nie wspiera narzeczonego, Szymka:
"Nastusia jakoś markotnie spozierała po polach. - A bo się to co urodzi na takich zdziarach i mokradłach! - Wszystko się urodzi, obaczysz, co i pszenicę miała będziesz na placki. - Czekaj tatka latka, jak kobyłę wilcy zjedzą. - Nie zjedzą, Nastuś! Gront jest, to i łacniej przeczekać, dyć całe sześć morgów nasze - prawił pojedając z pośpiechem.", s. 331
- przemoc - matka bije syna, bo ten pomaga bratu:
"I przyjechał równo ze słońcem, a Szymek zaraz obaczył jego poliki ździebko posinione, ale spytał się dopiero przed wieczorem: - Silne piekło ci zrobili? - I… ślepi, to im niełacno me zmacać, a sam przeciek pod pazury nie wlezę - powiadał jakoś markotnie.", s. 333
- pan Jacek pomaga, z chłopską pracą lepiej sobie radzi od chłopa, mimo wieku:
"I robili już we dwóch, wprawdzie stary wielkiej mocy nie miał i chłopskiej robocie był niezwyczajny, ale miał takie przemyślne sposoby, że praca szła znacznie prędzej i składniej. Juści, co Szymek skwapliwie słuchał go we wszystkim, mrucząc jeno kiej niekiej: - Loboga, tego jeszcze nie bywało na świecie… Żeby dziedzic…", s. 335
- umierająca Józka oddaje Nastusi swoje prosię:
"- Hanuś, dajcie jej moją maciorkę! Zamrę pewnikiem, to Nastuś za to zmówi za mnie jaki pacierz. Trafiło to Hance do myśli, bo zaraz kazała Witkowi wziąć prosię na postronek i pognać do Nastusi, gdyż iść samej czegoś się wagowała.", s. 339
VII
- opis przyrody; burza, pożar stodoły wójta, s. 341-342
- Witek męczy zwierzęta dla umierającej Józi: "I znosił, co jeno mógł: to przepiórki jakby złotem oprószone, to jeża, to oswojoną wiewiórkę, która strasznie do śmiechu skakała po izbie, to młode jaskółki, tak żałośnie piukające, że stare z krzykiem wdzierały się do izby,", s. 341
- Schadenfreude Kozłowej, śmieje się z krzywdy wójtowej po pożarze stodoły: "- Widzisz, dał ci Pan Jezus radę, pani wójtowa, dał! Za moją krzywdę!", s. 343
- Józce się polepsza, a Hance żal dla niej jedzenia: "Dziewczynie bowiem było o tyle lepiej, że mogła całe dnie leżeć w sadzie, krosty się już podgoiły galancie i przyschły, nie ostawiając żadnych śladów, toteż jeno ukradkiem Jagustynka smarowała ją maścią, gdyż Hanusia krzywiła się na wielki rozchód masła i jajek.", s. 343
- pan Jacek dał krowę, święty człowiek:
"- A jak spotkacie pana Jacka - powieda z prześmiechem - to mu za krowę nie dziękujcie, bo was jeszcze kijem przeleje, nie lubi dziękowań! - To niby pan Jacek dał wam krowę! - Zaśby się nalazł kto drugi taki poczciwy la biednego narodu! - Prawda, dał przeciek Stachowi drzewa na chałupę i tyla wspomaga! - Święty prosto człowiek, że już co dnia pacierz za niego mówię!", s. 344
- syn życzy matce śmierci - Chłopi jako skandal moralny:
"- Poczekajta, udobrucha się matka, to wam jeszcze coś niecoś udzieli. - Nie potrzebuję, niech se moją krzywdą trumnę wyścieli! - wybuchnął Szymek tak nagle i z taką zapamiętałością, że już odeszła bez słowa.", s. 345
VIII
- pisarz największy wyzyskiwacz: "Z pisarza chytra była sztuka i przemądrzała, łupił też naród ze skóry, jaże trzeszczało, niby to wszystko obiecywał, a kogo strachał strażnikami, komu bakę w oczy świecił, z kim był za pan brat, a od każdego cosik wycyganił, to owsa mu zbrakło, to potrza było młodych gąsek la naczelnika, to przymawiał się o słomę na powrósła, że radzi nieradzi przyobiecali, co jeno chciał,", s. 348
- naczelnik gorszy od dziedzica?
"o nie z dziedzicem sprawa - zwrócił się do Lipczaków - z naczelnikiem nie ma żartów. Mówię wam, róbcie, co każą, i dziękujcie Bogu, że nie jest gorzej", s. 351
- ostra krytyka panów, w tym Rocha:
"- Prawdę mówicie, a Rocho naród zbałamucił i do zguby popycha. A na to wystąpił jakiś gospodarz z Przyłęka i powiedział głośno: - Bo Rocho z panami trzyma i latego podjudza przeciw urzędom! Zakrzyczeli go ze wszystkich stron, ale chłop się nie ulęknął i skoro się jeno przyciszyło, znowuj głos podniósł. - A głupie mu pomagają! rzekłem! - potoczył mądrymi oczami - a komu to nie w smak, niech stanie, to mu w oczy przywtórzę, głupie! Bo nie wiedzą, iż zawdy tak było, że panowie się buntują, naród judzą, do nieszczęścia prowadzą, ale jak przyjdzie za to płacić, to kto płaci? chłopi! A jak wam kozaków po wsiach zakwaterują, to kto będzie brał baty? kto będzie cierpiał? kogo do kreminału powleką? A jeno was, chłopów! Panowie się za wami nie upomną, nie, wyprą się wszystkiego kiej judasze i jeszcze starszyznę będą ugaszczali po dworach. - Bo co im ta naród znaczy, tyla, żeby za nich gnaty wyciągał. - A żeby mogli, to by jutro wrócili pańszczyznę! - podniesły się wołania", s. 351
- krytyka panów podważona:
"Prześmiewajta się, juchy, a ja wam rzeknę, jak bywało pod te roki, kiej się to panowie buntowały; dobrze baczę, jak nas tumaniły a przysięgały, że jak Polska będzie, to i wolę nam dadzą, i gronta z lasami, i wszystko! Obiecywały, mówiły, a kto drugi dał, co tera mamy, i jeszczek musiał ich pokarać, co nie chciały w niczym ulżyć narodowi! Słuchajta panów, kiedyśta głupie, ale mnie na plewy nie weźmie, wiem ja, co znaczy ta ich Polska: że to jeno bat na nasze plecy, pańszczyzna i uciemiężenie! Jeszcze me… - A dajże mu ta który w pysk, niech przestanie - wyrwał się jakiś głos. - A tera - ciągnął dalej - ja taki sam pan jak inni, prawo swoje mam i nikt me palcem tknąć nie śmie! Tam mi Polska, kaj mi dobrze, kaj mam…", s. 352
- scena archetypowa, głosowanie na szkołę:
"- No co, głosujemy na szkołę? Mówcie, Płoszka! Jakże zrobim?… Kajże to Grzela? Przykazuje głosować: Głosujmy, ludzie, głosujmy! Wrzało coraz głośniej; gdy Grzela wystąpił i powiedział śmiało: - Na taką szkołę nie uchwalimy ani grosza. - Nie uchwalimy! Nie chcemy! - wsparło go ze sto krzyków. Naczelnik zmarszczył się groźnie.", s. 356
IX
- chłopi nie potrafią się zbuntować:
"- I poradź co z takiemi! Bele strażnika się ulękną… jakby im przykazali posłuchać naczelnikowego buta, to by go i słuchali. Barany, juchy, barany! - myślał z politowaniem i złością. - Prawda, że każdemu źle, każden wije się kieby nadeptany piskorz i każden ledwie już z biedy zipie, to gdzie im się ta kłopotać o takie sprawy. Naród ciemny i zabiedzony, to nawet i nie miarkuje, co mu potrza - zafrasował się wielce za wszystkich i serdecznie zatroskał. - Człowiek to jak świnia, niełacno mu ryja unieść do słońca.", s. 362
- urzędnik gorszy od dziedzica: "Gospodarz żyje z tej ziemie, kupiec z handlu, dziedzic z folwarku; ksiądz z parafii, a urzędnik ze wszystkich.", s. 363
- chłopi, przodownicy polskości:
"Dziedzic zapytał go o zebranie w kancelarii, a usłyszawszy wszystko, jak się odbywało, jaże oczy szeroko otworzył ze zdumienia. - I wyście się tak głośno, otwarcie o polską szkołę upominali?", s. 364
- krytyka panów:
"- A zmądrzałem, bo wiem, że wszystkiemu złemu winni panowie. - Duby smalone pleciesz, a cóż ci to złego zrobili? - A to, że za polskich czasów tyle jeno dbali o naród, żeby go batem popędzać i ciemiężyć, a sami se tak balowali, jaże i przebalowali cały naród, że tera wszystko trza zaczynać od początku, na nowo. Dziedzic, że to był prędki, ozgniewał się i krzyknął: - A wara ci, chamie jeden, do tego, co panowie robili, pilnuj lepiej gnoju i wideł, rozumiesz! A język trzymaj za zębami, by ci go nie przycięli! Świsnął szpicrutą i pognał, jaże w klaczy zagrała wątroba.", s. 364-365
- życie seksualne księdza:
"- Jasio miałby z taką dziewą… prawie już ksiądz… - Ale się jej spomniały różne księżowskie historie i ogarnął ją niepokój,", s. 366
- ksiądz mówi, że organista zdziera:
"Wiesz, proboszcz się teraz sam godzi z chłopami o śluby i pogrzeby, sam, słyszane to rzeczy! powiada, że ojciec z ludzi zdzierał! Jaki mi dobrodziej z cudzej kieszeni. - A bo naprawdę zdzierał! - wykrztusił nieśmiało. - Co ty! Na ojca będziesz powstawał? na rodzonego ojca! A jeśli zdzierał, to dla kogo? Przecież nie dla siebie, a tylko dla was, dla ciebie, na twoją naukę - zaskarżyła się boleśnie.", s. 367
- krytyka kościoła: "Proboszcz więcej teraz pilnuje swojego byka i pasieki niźli kościoła.", s. 368
- proboszcz chciwy, ale z pszczołami sobie radzi:
"- Pszczoły! trzymajcie konie, bo się spłoszą. Jakoż nad placem kościelnym huczał ogromny rój, niósł się górą kieby rozbrzęczana chmura, kołował upatrując sposobnego miejsca, to zniżał się przepływając między drzewami, a za nim leciał ksiądz w portkach jeno i koszuli, bez kapelusza, zaziajany i nieustannie machający kropidłem, zaś Jambroż skradając się bokami, w cieniach, przydzwaniał zajadle i wrzeszczał; obiegli plac parę razy nie zwalniając ani na chwilę, gdyż pszczoły opadały coraz niżej, jakby zamierzając opaść na który z domów, że już dzieci pierzchały spod ścian, ale naraz poderwały się ździebko i szły prosto na Jasiową brykę; wrzasnęła organiścina i zadarłszy kieckę na głowę przycupła kajś w rowie, konie zaczęły się rwać, aż furman skoczył zakryć im ślepie, gęsi się rozleciały, a jeno Jasiu stał spokojnie z zadartą głową, rój zakręcił z nagła tuż nad nim i poszedł prosto na dzwonnicę. - Wody! - ryknął proboszcz puszczając się w cwał za nimi, dopadł z bliska i tak je skropił, że nie mogąc już ruchać przemiękłymi skrzydłami, zaczęły się osadzać w dzwonnicznym oknie.", s. 368
- żonę pobił, należało się:
"- Józef Wachnik wrócił z kancelarii trochę pijany i pobił się ze swoją. Dawno się już babie należała porządna frycówka. Nie bój się, nic jej nie będzie. - Ależ krzyczy, jakby ją ze skóry obdzierał. - Zwyczajne babskie wrzaski, żeby ją prał kijem, toby była cicho! Odbije mu ona jutro za swoje, odbije! Chodź, kruszyno, bo kolacja przestygnie.", s. 370
- ceremonie kościelne; zakochana Jagna widzi w Jasiu świętego, s. 373-374
X
- urzędnik i żandarmi przeszukują wieś, s. 382
XI
- głos feministyczny:
"- Psu na budę taka sprawiedliwość! Hale, pójdzie se taki ciołek na całe roki we świat, kobietę ostawi samą, a potem, jak się niebodze co przygodzi, to gotów ją choć i zakatrupić! A wszystkie też bij zabij na nią! Kajże ta sprawiedliwość! Chłop to se może używać jak na psim weselu i nikto mu za to nie rzeknie nawet marnego słowa. Do cna głupie urządzenie na świecie! Jakże, to kobieta nie żywy człowiek, to z drewna wystrugana czy co? Ale kiej już musi odpowiadać, to niechże i gach zarówno płaci, przeciek pospólnie grzeszyli. Czemuż to jemu tylko uciecha, a la niej samo płakanie, co?", s. 390
- pazerność Mateusza: "Rozmyślał pobłażliwie, bo wywiedziawszy się od Antka co do tego zapisu po Macieju, już stanowczo umyślił się z nią ożenić.", s. 392
- Mateusza myśli o Jagnie - ciągnie ją do księdza: "A niechta se lata za Jasiem, taki dzieciuch. Barzej ją tam ciągnie ksiądz niźli chłopak.", s. 391
- głos feministyczny:
"- Tereska niewinowata! - wrzeszczała po różnych opłotkach, kaj jeno posłyszała, że bierą ją na ozory - smarkul to był jeszcze, kiej Jaśka wzieni do wojska, ostała sama jedna, nawet przez dziecka, to i nie dziwota, co bez tyla roków zacniło się jej za chłopem. Żadna by nie przetrzymała takiego postu. A Mateusz zwietrzył kiej pies i dalejże bakę świecić, cudeńka prawić, na muzykę prowadzić, jaże i głupią zdurzył. - Ze to nie ma sądu na takich zwodzicieli - westchnęła któraś.", s. 393-394
- Jagata przymierza ubrania, w których umrze:
"Zajrzał do niej dopiero po południu, leżała w łóżku całkiem przytomna, skrzynka stała przy niej na ławie, wyjmowała z niej stygnącymi rękami wszystko, co se była nagotowała na tę porę ostatnią; czystą płachtę pod siebie i świeże obleczenie na pościele, wodę święconą, całkiem jeszcze dobre kropidło i spory kawał gromnicy, i obrazek Częstochowskiej do ręki, í nową koszulę, suty wełniak, czepek bujnie ururkowany nad czołem, wraz z chustą do zawiązania, i zupełnie nowe trzewiki, wszyćko śmiertelne wiano, użebrane przez całe życie, rozłożyła koło siebie, ciesząc się każdą rzeczą i chwaląc przed kobietami, zaś czepek nawet przymierzyła i przejrzawszy się w lusterku szepnęła wielce szczęśliwa: - Będzie galancie, na sielną gospodynię patrzę. Przykazała, bych ją w te skarby przystroili jutro, zaraz od samego rana.", s. 394-395
- ostatni będą pierwszymi: "I pomarła se ta dziadówka kieby najpierwsza we wsi, a Jambroż, któren akuratnie zdążył na sam koniec, zawarł jej oczy, sam Jasio zmówił za nią gorący pacierz i cała wieś przychodziła się modlić przy jej zwłokach, popłakać a zazdrośnie się dziwować szczęśliwej śmierci i lekkiemu skonaniu.", s. 396
XII
- dwuznaczny stosunek Jasia do Jagny:
"- To nieprawda, nigdy nie uwierzę, żeby Jagusia była taka podła, nigdy… - Matka ci to mówi, rozumiesz? Z palca sobie tego nie wyssałam. - Bajki, nic więcej! Przecież to byłoby straszne! - załamał rozpaczliwie ręce. - A czemuż ją bronisz tak zawzięcie, co? - Bronię każdego niewinnego, każdego. - Głupiś jak baran. - Rozgniewała się, dotknięta srodze jego niewiarą. - Jak mama uważa. Ale jeżeli Jagusia taka najgorsza, to czemu mama pozwalała jej przychodzić do nas? - Zaperzył się zapalczywie kiej młody kogut.", s. 398
- nie potrafi wzbudzić w sobie gniew i odrazy do niej:
"tym goręcej modlił się za Jagusię, bo już był całkiem uwierzył w jej straszne przewiny, nie poredził tylko w sobie zbudzić do niej gniewu i odrazy.", s. 401
- Jagna wariuje z miłości do Jasia, Romantyczność Mickiewicza: "Godziny szły za godzinami, piały kokoty, rżały konie przy wozach nad stawem, robił się świt, wieś zaczynała wstawać, brali wodę ze stawu, wypędzali bydło na pastwiska, kto już wychodził na robotę, gdzie już trajkotały kobiety, kajś dzieci popłakiwały matyjaśnie, a ona wciąż siedziała na jednym miejscu i z otwartymi oczami śniła na jawie o Jasiu - że cosik z nim rozmawia, że patrzą na się tak z bliska, jaże ją ogarniały słodkie ognie, że idą kajś i śpiewają coś takiego, czego nie poredziła sobie przypomnieć - i tak cięgiem jedno w kółko.", s. 405
XIII
- pisarz najgorszy: "- Pisarzowi zawierzał, a wiadomo, jakie to ziółko!", s. 410
- wszystko wina kobiety:
"- Ze to taką święta ziemia nosi! - A przez kogo pomarł Maciej? Wspomnijcie jeno sobie! - Całej wsi przyjdzie pokutować za taką zapowietrzoną! - I nawet księdza chciała przywieść do grzechu! Jezu, bądź nam miłościwy! - A wiela to już było przez nią pijatyk, swarów a obrazy boskiej! - Zakała całej wsi! Już przez nią Lipce wytykają palcami! - Morowe powietrze nie gorsze niźli taka zaraza. - Póki taka jest we wsi, potąd ciągle będzie grzech, rozpusta i zło, bo dzisiaj wójt ukradł dla niej, a jutro zrobi to samo drugi!", s. 411
- atak na Jagnę - prefiguracja pogromu:
"cała wieś ruszyła do Dominikowej kieby ten wezbrany, szumiący potok, wiedła organiścina z wójtową, a za nimi przepychało się z rykiem całe rozjuszone stado. Wdarli się do chałupy kiej burza, jaże zadygotały ściany, Dominikowa zastąpiła drogę, to ją stratowali,", s. 414
- maltretowanie Jagny:
"A wrócisz do wsi, to cię zaszczujemy psami! - podniesła jakąś grudę czy kamień i grzmotnęła w nią z całej siły - za krzywdę moich dzieci! - Za wstyd całej wsi! - biła ją druga. - Byś sczezła na wieki! - By cię święta ziemia wyrzuciła! - Byś zdechła z głodu i pragnienia! Biły w nią głosy, grudy ziemi, kamienie i przygarście piachu, a ona leżała kiej kłoda, zapatrzona jeno w rozkolebane nad sobą drzewa.", s. 416
- Por. Malowany ptak, gwałt na Ludmile
- opis przyrody, burza, s. 416-418
Konteksty
Konteksty polskie
- Orzeszkowa, Cham
- Prus, Placówka
- Sienkiewicz, Szkice węglem
- Weyssenhoff, Gromada (w odróżnieniu od R. widzi możliwość porozumienia wsi z dworem, Lichański, 1987, s. 61)
- Wiesław (dzicy i pierwotni chłopi, Lichański, 1987, s. 100)
- Dygasiński (dzicy i pierwotni chłopi, Lichański, 1987, s. 100)
- Ignacy Maciejowski
Konteksty obce
- H. Balzac, Les Paysans
- Vicente Blasco Ibáñez, La Barraca, 1898 (Rudera / Ziemia przeklęta, 1905)
- Knut Hamsun, Błogosławieństwo ziemi
- Hezjod, Prace i dnie
- Homer, Illiada
- Gleb Uspensky, Власть земли, 1882
- Mao Tun, Cztery opowieści
- Emil Zola, Ziemia
Bibliografia
- Władysław Reymont, Chłopi, PIW: Warszawa 1982.
- Władysław Reymont, The Peasants, tr. Anna Zaranko, London: Penguin 2024.